Obserwatorzy

wtorek, 15 stycznia 2019

poniedziałek, 14 stycznia 2019

sobota, 5 stycznia 2019

psi głos

Kilka tygodni temu kupiłem sobie kota. Nie dlatego, że lubię koty, tylko z powodów ambicjonalnych. Wszystko zaczęło się od tego, gdy pewnego dnia, żona kupiła sobie psa z myślą o tm, by nauczyć go aportować. Szczekające bydle o imieniu Mysia! na dany znak biegło za rzuconym patykiem i przynosiło abarot w pysku mojej starej. Do tego z radości merdało tym swoim krótkim wrednym ogonkiem, dając znać, że chce powtórzyć arcy cyrkowy wyczyn. Na marginesie dodam, że Mysia żarła za dwóch. Miała też swoje wymagania, żeby co dwie godziny raczyć ją świeżą wodą, niegazowaną znanej firmy. Mysia z żoną zaczęły ze mnie drwić, a to że nie umiem tego, a to że nie potrafię tamtego. Gdy Mysia pewnego razu zastawiła swym mysim cielskiem drogę do lodówki z której zamierzałem w przypływie głodu wyciągnąć kiełbasę, stwierdziłem, że dosyć tych rządów. Nie jestem kalesonem przetartym w kroku, tylko facetem z jajami w majtach! Poszedłem do znajomka, który akurat zapragnął pozbyć się z domu kota, na którego ponoć ma uczulenie na skórze. Za psie pieniądze, to znaczy mało wygórowaną cenę, odkupiłem futrzaka. Nabyłem go jak wspomniałem, z powodów ambicjonalnych. Mianowicie postanowiłem, że nauczę kocura szczekać. Tak. Szczekać jak to zwykle czynią psy, między innymi wredna Mysia. Każdy głupi potrafi nauczyć psa przynosić kijek na dany sygnał, ale nauczyć kota szczekać, to jest wyzwanie- załomotało mi w głosie. Początkowo szło kiepsko, ale wziąłem to pod uwagę. Gdy Mysia szczekała, szybko brałem nabytą okazyjnie kicię przed obliczę bestii i mówiłem- Daj głos jak to bydlę. Mój Bernardyn- jak nazwałem kota- początkowo stawiał czynny opór. Uciekał, drapał mnie, coś tam piszczał pod swym bernardyńskim nosem. Lecz pewnego popołudnia przychodzę z pracy i stało się. Tyle, że nie to, czego pragnąłem. Mój Bernardyn przemówił ludzkim głosem! A ten głos był adresowany do mnie i brzmiał- Weź się stary odpierdol, bo nie będę się uczył szczekać.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

wróż

Zawinięty w czarną pelerynę, wpatrzony w okrągłą kulę szklaną, wróż Mącień przepowiedział w zeszłym roku, że ten rok zakończy się 31 grudnia o północy. Co najciekawsze, wywróżył, że kolejny rok ma zakończyć się dokładnie tego samego dnia i o tej samej godzinie jak ten który właśnie mija. Co za precyzja! Ale jaki ten rok będzie, to już nie chciał powiedzieć, bo mu peleryna spadła- a to powiedział- że źle wróży. Mu.

piątek, 21 grudnia 2018

święta

Radosny czas Świąt zbliża się krokami wielkiemi. Zasiędziemy przy wigilijnym stole, ubrani odświętnie, choinka za naszymi plecami będzie błyszczeć blaskiem swem, niczym radość w sercach naszech. Gdy złamiemy opłatek, złożymy życzenia radości i szczęścia, przystąpimy do wieczerzy. Kolędowania nadejdzie chwila na głosów kilka. Po tej oficjalnej części w końcu się zacznie. Polejemy wódeczkę do kieliszków. Za zdrowie cioci, za spełnione i niespełnione, za mroźną zimę. Później niepostrzeżenie przejdziemy na rozmowy o tym jak to będzie nam się żyło w kolejnym roku. Pan domu się wkurwi, że będzie musiał tyle zrobić, że łeb odpada, żona powie, że przybędzie jej zmarszczek i odnowią się te, które ukryła pod makijażem, dzieci ze smartfonami w dłoniach zatopią się w grach, pisaniem do kumpli, że już im się nudzi siedzenie ze starymi. Gdy dziadek powie, że za komuny to chodził na pasterkę, wszyscy wzniosą kolejny toast. Babcia rozetrze maść na kolano, ciotka powie, że jej mąż ją tak wkurwiał przez ubiegający rok, że nie może na niego patrzeć. Gdy wszyscy już się wkurwią na wszystkich, w telewizorze poleci- Kewin sam w domu- i każdemu zmięknie serce, bo to przecież święta.

wtorek, 18 grudnia 2018

Paczka zapałek

-Poproszę paczkę zapałek- powiedziałem do pani w kiosku. Kobieta sięgnęła po produkt, podała mi, ja zapłaciłem. Gdy próbowałem wyjąć papierosy z kieszeni, pudełko z zapałkami wypadło mi z ręki, wprost pod nogi. Gdy się schyliłem, by je podnieść, wtem poczułem na plecach czyjś dotyk. Chwyciwszy pudełko, spojrzałem na właściciela spoczywającej na mnie dłoni. -Co ty tu robisz?- zapytałem, po czym zapaliłem papierosa. -Właśnie miałem zamiar wejść do kiosku po zapałki. -Ja przed chwilą je kupiłem- powiedziałem z uśmiechem, pokazując jednocześnie małe pudełeczko, jednocześnie nim potrząsając. -Poczęstujesz mnie jedną? Też chciałem zapalić. Gdy kładłem mu na dłoni pudełko, ono nagle wymknęło się i upadło pod nogi. Schyliliśmy się jednocześnie i jednocześnie je chwyciliśmy. Gdy wyciągał papierosa z paczki, ja zaciągałem się już dymem, który pieścił kojącym dymem me płuca. Przez chwilę milczeliśmy. Wtem przechodził obok nas jakiś facet w kraciastej koszuli. Uśmiechnął się przyjacielsko, również zapalił papierosa i oznajmił , że ma dziś urodziny i z tej okazji zaprasza nas do knajpy na wódkę. Z ucieszonymi trzema gębami , z których ulatniał się papierosowy dym, weszliśmy do pierwszej, najbliższej speluny z wódką w ofercie. Kelner przyniósł do stolika zamówione po trzy lornety na głowę i z kurczakowych nóżek ,meduzy dla każdego, do tego butelkę octu. Wokół panował gwar, dym z papierosów szczypał w przekrwione oczy gości lokalu. Z głośników sączyła się jakaś muzyka- Chyba Zaucha ogłaszał światu, że jego ukochana była swego czasu, serca jego biciem. Nagle przypomniałem sobie, że muszę kupić kiełbasę, chleb i mleko do naleśników- uwielbiam naleśniki- takie z dżemem truskawkowym, choć świeżych truskawek nie lubię. Gdy tę wiadomość przekazałem moim kompanom od kieliszka, ten trzeci chwycił mnie za rękaw, mocnym gestem przytrzymał na krześle i powiedział, że pragnie nam opowiedzieć jakąś historię ze swego życia. Zamówiliśmy jeszcze po trzy stopki czystej. Facet zaczął opowiadać. Łzy momentami kręciły nam się w oczach, a raz zaśmiewaliśy się również do łez. Gdy skończył opowieść wstał z krzesła, podszedł do mnie, poklepał mnie po ramieniu. To samo uczynił w stosunku do mojego kumpla. Następnie zapalił kolejnego papierosa i bez słowa wyszedł. Przez chwil kilka siedzieliśmy z kumplem bez słowa, kończąc spijać wódkę. -No to facet miał w życiu ciężko- oznajmiłem, ku mojemu zdziwieniu, nawet trzeźwym głosem. -Ale żeby tak? -Też byłem zaskoczony, gdy to mówił. Powiem ci, że nawet chwilami wydawał się mało wiarygodny. Ale jak teraz o tym pomyślę, to ci powiem, że to możliwe. Dopiliśmy wódkę do końca, po czym opuściliśmy chwiejnym krokiem lokal. Ja poszedłem kupić wszystko do naleśników, kumpel poszedł w przeciwną stronę. Nigdy już się we trzech nie spotkaliśmy, ale było miło i zabawnie chociaż przez te kilka spędzonych wspólnie godzin.